Blog > Komentarze do wpisu
Dekalog naukowy...

...czyli jak pisać tak, by nie dało się tego czytać. Krótki poradnik dla początkujących.

1. Jeśli jesteś zainteresowany ogólnie pojętą humanistyką (ale nie tylko), ten przewodnik jest dla Ciebie.

2. Publikuj. Wszędzie, ile się da, byle jak. Nie zwracaj uwagi na błędy ortograficzne, literówki, stylistykę, przejrzystość wypowiedzi - przecież masz do powiedzenia Ważne Rzeczy, a liczy się przecież treść, nie forma, prawda?

3. Pisz spontanicznie, bez cienia refleksji, od niechcenia. Pisz, co Ci ślina na język przyniesie. Taki geniusz jak Ty nie musi się starać.

4. Nie czytaj tego, co napisałeś. Nigdy. Przenigdy. 

5. To oczywiste, że jesteś ekspertem w każdej dziedzinie, nawet w tych, o których istnieniu jak dotąd nie miałeś pojęcia.

6. Gdy ktoś Cię krytykuje, on jest głupi. Gdy Ty kogoś krytykujesz, on jest głupi.

7. Tytuł ma na celu zainteresować szeroką publiczność, nie musi więc w żaden sposób odnosić się do treści. Przecież to takie oryginalne... zatytułować opowieść o początku wiosny "A idź mi stąd", a traktat o rozmnażaniu się dżdżownic - "Taka miłość", podręcznik do mechatroniki - "Tytaniczny wysiłek".

8. Znajdź sobie grono Wiernych Czytelników. Tylko oni potrafią zrozumieć Twój geniusz.

9. Publikuj te same artykuły/posty/komentarze wielokrotnie. Gdy ktoś natknie się na nie po raz setny, ba, tysięczny, to nawet największy sceptyk uzna, że Masz Rację.

10. ...

 

Miało być dziesięć, ale chwilowo brak mi pomysłu na ostatni punkt "dekalogu". Jakieś sugestie?

piątek, 01 lutego 2013, morginess

Polecane wpisy

Komentarze
fraa_farara
2013/02/05 09:47:37
Jeśli to ma faktycznie dotyczyć pisania naukowego, to jeszcze nie wolno zapominać o słownictwie. ;) A więc brońcie bogowie nie "równoległy", ale koniecznie "paralelny", nie "przezroczysty" a "transparentny" i tak dalej. ;] W sumie najlepiej podczas pisania otwierać na losowej stronie słownik wyrazów obcych i wciskać do zdania pierwsze hasło, jakie wpadnie nam tam w oczy. Z całym szeregiem tudzieżów i bynajmniejów, ma się rozumieć. A jeśli jeszcze "bynajmniej" będzie użyte w znaczeniu "przynajmniej", to już w ogóle cud miód i orzeszki. ;)

PS. Czyżby przykre doświadczenia doprowadziły Cię do ostateczności i natchnęły do popełnienia tej notki? ;)
-
morginess
2013/02/06 18:36:22
Frustracja narasta od dłuższego czasu - im więcej czytam, tym bardziej boleję nad tendencją "com napisał, napisałem". Z jednej strony literatura naukowa dostarcza mi nikłej rozrywki w postaci wszystkich tych "bynajmniej" i "jakiekolwiek by nie było", przy okazji gwałcąc poczucie estetyki, a dodatkowo - odkąd zaczęła się gonitwa za punktami (zbieram na habilitację, zbieram na profesurę!) - co krok potykam się o artykuły będące powtórzeniem poprzednich prac danego autora z kosmetycznymi jedynie zmianami. I choć zdarza się pozytywne zdziwienie tą czy inną książką, oryginalnym artykułem opartym na badaniach własnych, to takie momenty należą ostatnio do rzadkości. Najczęściej gniotki naukowe lądują u mnie w łazience na półeczce zwanej LEKTURA KIBLOWA. Zaczyna mi tam powoli brakować miejsca...